W Polsce, czyli wszędzie - Wojciech Glądys, Jacek Sotomski
W Polsce, czyli wszędzie. Rzecz o upadku i przyszłości świata Edwina Bendyka to reportaż, który nie zatrzymuje się na powierzchni zdarzeń. Autor podejmuje próbę dotarcia do źródeł – nie tylko symptomów kryzysu trawiącego naszą zbiorową wyobraźnię, lecz także jego głęboko zakorzenionych przyczyn. W centrum prowadzonej przez niego refleksji znajduje się energia – jako fundament rzeczywistości, najważniejsza z walut.
EROEI – wskaźnik relacji między energią uzyskaną a energią włożoną w jej wydobycie – jasno pokazuje, że obecne metody pozyskiwania energii stają się coraz mniej opłacalne. Zbliżamy się do punktu przesilenia, tzw. klifu Seneki – momentu, w którym system, niezdolny do samo podtrzymania, zaczyna się zapadać. Jak zauważył Edwin Bendyk w rozmowie, jaką miałem przyjemność z nim przeprowadzić: „termodynamika jest metafizyką wszystkiego”. Nie jesteśmy w stanie oszukać prawideł rządzących rzeczywistością; jeśli nie zmienimy naszego sposobu myślenia, czeka nas tytułowy upadek świata. Co w takim razie nam pozostaje? I co ma z tym wspólnego Polska?
W prologu swojej książki Bendyk przywołuje słowa Olgi Tokarczuk, podkreślając konieczność czytania – nie tylko dla wiedzy, ale przede wszystkim dla wyobraźni. Literatura – pisze – poszerza nasze horyzonty i zaprasza do namysłu. Podobnie Tomasz Stawiszyński, autor Reguł na czas chaosu, zwraca uwagę, że czytanie – jako akt umysłowy – dosłownie przekształca nasze mózgi, ponieważ umożliwia tworzenie się nowych połączeń neuronalnych. A to właśnie ich liczba wyznacza granice naszego poznania.
Na tej podstawie chciałbym pójść o krok dalej: rolę pobudzania wyobraźni pełni szeroko pojęta sztuka we wszystkich swoich przejawach. Słowo pisane wciąż ma ogromny potencjał, ale nie sposób lekceważyć takich dziedzin jak muzyka czy teatr, które, choć posługują się inną idiomatyką, również wpływają na rozwój wyobraźni. A to jej właśnie nam dzisiaj najbardziej potrzeba.
Dlatego postanowiłem stworzyć przestrzeń dla syntezy kilku dziedzin – literatury, muzyki i teatru – by zaproszeni artyści mogli uczestniczyć we wspólnym procesie twórczym, którego efektem ma być słuchowisko performatywne. Nie będzie to adaptacja w ścisłym sensie, lecz autorskie przetworzenie idei zawartych w książce Bendyka. Przełożenie reportażu – obszernego, miejscami trudnego – na język sztuki może wydawać się zadaniem karkołomnym. Ale czyż właśnie nie sztuka powinna podejmować się tego, co złożone, i robić to w sposób, który – dzięki metaforze – dociera tam, gdzie nie sięgają wykresy i równania?
Odpowiedzi na pytania o przyszłość – a może i o nadzieję – Bendyk udziela w ostatnich rozdziałach swojej książki. Ale nie zdradzę ich tutaj. Oddaję głos twórcom: ich wyobraźni, intuicji, wrażliwości. Bo jeśli mamy gdzieś szukać ratunku, to z pewnością nie tylko w danych, lecz także w sztuce.
Rafał Ryterski