Archipelag Giedroyc - Jerzy Kornowicz
to słowno-muzyczny spektakl audiowizualny przypominający postać redaktora Jerzego Giedroycia oraz skupioną wokół niego konstelację ludzi, spraw i tematów, która w okresie zimnej wojny odegrała zasadniczą rolę w podtrzymywaniu niezależnej myśli o polskiej kulturze i polityce. Jerzy Giedroyc (1906–2000), twórca Instytutu Literackiego i paryskiej „Kultury”, odcisnął wyraźny ślad na polskiej działalności literackiej drugiej połowy XX w., tworzonej i odczytywanej w kontekście wielkiej polityki tego czasu. Wraz z najbliższymi współpracownikami – Józefem Czapskim, Gustawem Herlingiem-Grudzińskim, Zofią i Zygmuntem Hertzami – stworzył w podparyskich Maisons-Laffitte ośrodek niezależnej myśli o Polsce, do którego latami pielgrzymowali zarówno twórcy emigracyjni, jak i przybysze z kraju. Za utrzymywanie kontaktów z Giedroyciem oraz publikację na łamach „Kultury” groziły w PRL surowe konsekwencje. Nie zrażało to tych, którzy pomagali w dostarczaniu wydawnictw Giedroycia do Polski, ani tych, którzy posyłali swoje teksty do druku u niego – i często publikowali je pod pseudonimem.
Giedroyc myślał o Polsce nowocześnie, nie koncentrował się na przywróceniu porządku świata przedwojennego i pielęgnowaniu myśli o powrocie do dawnej rzeczywistości. Jego wizja Polski w Europie opierała się na myśleniu federacyjnym, stąd mocne wsparcie dla idei niepodległości Ukrainy, Litwy i Białorusi, sprzymierzonych z Polską przeciwko imperialnym zakusom Rosji. Koncepcja ULB, której pomysłodawcą był jeden z najważniejszych autorów „Kultury” Juliusz Mieroszewski, zyskuje dziś na znaczeniu, potwierdzając dalekowzroczne spojrzenie Giedroycia i jego otoczenia.
Wizja Jerzego Giedroycia opierała się od samego początku na połączeniu myśli politycznej z kulturą. Redaktor doskonale zdawał sobie sprawę, że tylko dzięki wsparciu kultury, w tym przede wszystkim niezależnej literatury, możliwe będzie odzyskanie wolności. Wiedział, że to kultura buduje tożsamość narodu, a słowem można wiele osiągnąć. „Uważam formę działania poprzez słowo drukowane za najbardziej skuteczną” – deklarował. Stąd w gronie jego najbliższych współpracowników już na samym początku znaleźli się tak znakomici pisarze i myśliciele, jak Gustaw Herling-Grudziński i Józef Czapski, obaj z trudnym doświadczeniem łagrów i sowieckiego systemu opresji.
W tworzonym przez kilka dekad przez Jerzego Giedroycia archipelagu postaci znalazły się nazwiska tak ważne dla polskiej kultury, jak – obok już wymienionych – Czesław Miłosz, Witold Gombrowicz, Jerzy Stempowski, Konstanty Jeleński, Stefan Kisielewski, Wojciech Karpiński. Ich nazwiska i wypowiedzi pojawiają się w Archipelagu Giedroyc, często jako uzupełnienie narracji samego Redaktora. Jego słowa zostały zaczerpnięte z Autobiografii na cztery ręce, przygotowanej razem z Krzysztofem Pomianem (Warszawa 1999 i nast.). Wybór fragmentów ze wspomnień Jerzego Giedroycia stanowi główną oś narracyjną spektaklu, w którym pojawiają się także wypowiedzi zebrane w dwóch ważnych tomach poświęconych „Kulturze”, autorstwa Andrzeja Stanisława Kowalczyka (Giedroyc i „Kultura”, Wrocław 1999) i Mirosława Chojeckiego (Lafit. Ludzie „Kultury” o sobie, Warszawa 2016). Znalazły się w nim także fragmenty tekstów opublikowanych na łamach pisma oraz wyimki z korespondencji Redaktora zachowanej w zbiorach Instytutu Literackiego w Maisons-Laffitte.
Moim zamierzeniem przy wyborze tekstów i tworzeniu warstwy słownej spektaklu było naszkicowanie opowieści o Jerzym Giedroyciu i ludziach, którzy skupili się wokół niego, bo nie chcieli oddać w niewolę swoich umysłów i sił twórczych. Sprawy polityki i kultury pozostają w tej opowieści na pierwszym miejscu, choć nie brak tu i chwil oddechu – wspomnień pokazujących, niekiedy z przymrużeniem oka, czysto ludzkie odruchy i relacje.
Muzyka i kompozytorzy pozostawali na uboczu spraw ważnych dla Jerzego Giedroycia, co nie znaczy, że zabrakło dla nich miejsca w stworzonym przez niego archipelagu. Dlatego też pojawiają się tu i Zygmunt Mycielski, jako autor ważnego gestu solidarności z muzykami czeskimi i słowackimi po agresji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, i Roman Palester, którego Giedroyc prosił o pisanie na tematy muzyczne, przyznając zarazem otwarcie: „Nic się nie znam niestety na muzyce”…
W przywołanym na koniec, dedykowanym Giedroyciowi wierszu Agnieszka Osiecka napisała: „Przywilejem takich jak Pan – jest miejsce w historii i wieczny szacunek”. Archipelag Giedroyc, przygotowany na zamówienie Stowarzyszenia Instytut Literacki Kultura i festiwalu Warszawska Jesień dla upamiętnienia ogłoszonego przez Senat RP Roku Jerzego Giedroycia, powstał jako słowno-muzyczny gest pamięci i uznania dla dokonań człowieka, który nie miał w sobie zgody na zniewolenie polskiej kultury. W czasach coraz dalej idącego rozmycia wartości obrana przez niego droga, wiążąca myśl polityczną z dbałością o „horyzont kultury narodowej” (A.S. Kowalczyk), potwierdza swoją aktualność i wyraźnie wskazuje, którędy powinniśmy podążać, by nie zaprzepaścić jego tytanicznej pracy. Jest jak kompas, niezawodnie wskazujący kierunek ku wolności i niezależności.
© 2026 Beata Bolesławska-Lewandowska.
Tekst jest udostępniony na licencji Creative Commons (CC BY).
/
Jerzy Giedroyc był człowiekiem o wielu twarzach i przebogatym życiorysie. W 1917 jako uczeń polskiego gimnazjum w Moskwie obserwował rewolucję lutową. Pojechał do Piotrogrodu, aby odnaleźć stryjecznego dziadka – nie zastał go i przedzierał się do Mińska przez ogarniętą rozruchami Rosję. Według biografii Instytutu Literackiego właśnie wtedy zaczął palić papierosy. Świat jego międzywojennego życia niemal całkowicie zniknął: rodzice zginęli podczas powstania warszawskiego, wielu przyjaciół poległo albo zmarło. Po II wojnie światowej Giedroyc nie założył już rodziny. W Maisons-Laffitte znalazł schronienie i wraz z Zofią i Zygmuntem Hertzami oraz Józefem Czapskim stworzył coś na kształt domu, choć wspólne życie nie zawsze było spokojne.
Czesław Miłosz, jeszcze niedawno dyplomata, wkrótce po przyjeździe zauważył ceratę, zimny piecyk, odpadający tynk i paczki zastępujące meble. Skonstatował, że trafił nie do wpływowej instytucji czy rozbudowanego ośrodka oporu, lecz do domu znajdującego się „na dnie klęski”. Do podobnego wniosku mogły dojść służby PRL, poddające środowisko Giedroycia drobiazgowej inwigilacji. Wiosną 1975 roku nakręciły ukrytą kamerą instruktażowo-propagandowy film Maisons-Laffitte. Wykorzystano w nim również nagranie podsłuchanej rozmowy Giedroycia z przybyszem z Polski, którego tożsamość ukryto.
Zdarzenia te pozwalają przyjąć unikalną, niemal voyeurystyczną perspektywę patrzenia na życie i działalność kręgu ludzi, którzy próbowali przekonać polską emigrację, że powinna na zawsze zrezygnować z miast stanowiących część jej rodzinnej mitologii, takich jak Lwów czy Wilno; ludzi, którzy poprzez intensywną działalność wydawniczą i popularyzatorską (zwłaszcza w dziedzinie literatury i eseistyki) pracowali nad kształtowaniem nowej, prodemokratycznej postawy Polaków z myślą o wolnej Polsce; ludzi, którzy położyli podwaliny naszej współczesnej polityki zagranicznej, zwłaszcza wobec Ukrainy, w miejscu, które jest dziś przemawiającym słowami, obrazami i dźwiękiem archiwum.
Waldemar Raźniak
/
Archipelagi w moim dorobku to formy, które powstają z udziałem innych artystów. Ich rola daleko przekracza realizację nutowego zapisu muzycznego, który w tych utworach jest cząstkowy. Są to spotkania osób o różnej specjalności, nie tylko muzycznej, z którymi kształtujemy wspólnie treści, formy wypowiedzi, brzmienie, techniki, sposoby komunikowania się w trakcie wykonywania utworu. Obsada Archipelagów bywała zróżnicowana: od sześcioosobowej grupy Kawalerowie Błotni (czasami z gośćmi), do zespołów orkiestrowych. Powstały: Archipelag Lutosławski, reminiscencje na temat formy Livre pour orchestre tego kompozytora (2013), Archipelag Andriessen według jego De Staat (2016). Był Archipelag Witkacy na motywach Szewców wielkiego wizjonera (2018). Z kolei Stan rzeczy – osiem lat i więcej, asamblaż audiowizualny do filmów i fotografii Piotra Wójcika (2025), nie był Archipelagiem z tytułu, ale lokował się w linii dużych, godzinnych problemowych wystąpień „środowiska” Kawalerów Błotnych, łączących scenariusz, zapis i improwizację. Można też włożyć w tę serię kilkanaście kolejnych „traktatów” Grupy powstałych od czasu jej powstania w 2003 i prezentowanych w wielu miejscach w Polsce i Europie. Wiele spośród tych utworów było naznaczonych przejęciem jakąś ważną kwestią dotyczącą życia publicznego.
Kiedy otrzymałem propozycję stworzenia kolejnego Archipelagu – tym razem wokół postaci Jerzego Giedroycia, wiedziałem, że sprostanie temu wyzwaniu jest dla mnie ważne ze względu na moją drogę myślową, w formowaniu której rola paryskiej Kultury była nadzwyczaj istotna. Jestem wdzięczny Stowarzyszeniu Instytut Literacki Kultura w Paryżu, że mogłem zbliżyć się do tej legendarnej instytucji i gościć w Maisons-Laffitte, by nagrać dźwięki przynależne do atmosfery tego miejsca.
W trakcie pracy nad Archipelagiem Giedroyc reżyser i dramaturg Waldemar Raźniak zapytał mnie, o czym ta rzecz ma być w moim przekonaniu. Odpowiedziałem, że o mechanice dziejów, pokonywaniu entropii, budowaniu przestrzeni koherentnej oraz niebezpieczeństwie chaosu. O sprawczości Jerzego Giedroycia i kilkuosobowego zaledwie kręgu postaci z Maisons-Laffitte.
Jesteśmy w momencie, kiedy dużo spraw wokół nas z gatunku takich, które były do tej pory niewzruszone, chwieje się w swojej stabilności. Demokracja przechodzi w populizm, informacja w manipulację, polityka w biznes, etyka w umaszczenie na sprzedaż, patriotyzm w naszość. Trwa wojna w Ukrainie. Wspólna Europa Jerzego Giedroycia jako wielka aksjologiczno-prawna konstrukcja wymaga od nas wysiłku, aby przetrwać.
Jako kompozytor i człowiek, wraz ze wszystkimi autorami tego utworu, nie mogę nie skorzystać ze sposobności dania znaku akcentującego aktualność wizji Jerzego Giedroycia i naszego wielkiego zobowiązania wobec myśli i działań ludzi wspólnoty Maison Laffitte.
Jerzy Kornowicz