Kultura muzyczna Indii dzielnie stawiła opór globalnym aspiracjom europejskiej klasyki i to pomimo trwającej blisko sto lat angielskiej dominacji. Chętnie weszła za to dialog z afroamerykańskim jazzem, z którym łączy ją istotna rola, często prymat, improwizacji. Kompozytorzy godzący tradycje Azji Południowej z zachodnią wizją dźwiękowej nowoczesności należą wciąż do rzadkości, bo mariaż to wyjątkowo trudny. Shirish Korde postawił na precyzyjną imitację tradycyjnych improwizowanych przebiegów w brzmieniowym i harmonicznym kontekście nowoczesnej kameralistyki. Pracę nad swoim dojrzałym językiem kompozytorskim zaczął więc od pogłębionego słuchania klasycznych hindustańskich nagrań i tworzenia ich niezwykle precyzyjnych transkrypcji nutowych. Tylko w ten sposób potrafił zrozumieć – intuicyjnie fascynujące go od dawna – niuanse dotyczące przede wszystkim sposobu prowadzenia melodii z użyciem ćwierćtonów i mikroglissand. Kolejnym zadaniem stało się przełożenie specyfiki północnoindyjskiego melosu na zachodnie instrumenty i rozwój specjalnych technik gry. Wśród jego ulubieńców znalazły się europejskie skrzypce – od dawna zresztą obecne w indyjskiej praktyce muzycznej – którym poświęcił kilka dzieł koncertowych, kameralnych i solowych. Vak z tytułu tego skrzypcowego utworu to bogini wedyjska. Jako uosobienie boskiej mowy przenika natchnionych poetów i wizjonerów. Bywa też nazywana matką emocji i przyjaciółką muzyków.