Nurogęsiopolis - Dominik Strycharski Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień

przejdź do treści

W Łazienkach już od dawna mieszka lis. A pewnie i niejeden. Od ponad 15 lat spotykam tam sarny. Zupełnie niedawno wprowadził się borsuk. Otrzymał nawet imię, wyłonione w demokratycznym, „ludzkim” konkursie: Jan Chryzostom w Pasek. Gdzieś po Muranowie przemyka czasami szop pracz. Dziki wprowadziły się na Białołękę i do Międzylesia; jednego spotkałam niedawno obok Łazienek, jest też ten, który przebiega samym środkiem ulic Powiśla. Już nie mówiąc o tym, że po Przemyślu przechadzał się niedawno niedźwiedź. A wracając do Warszawy: czasami, gdy spaceruję pomiędzy Stadionem Legii a ambasadami Korei Południowej i Japonii, mijają mnie nurogęsi. A może to ja mijam je? Nie, jednak one, bo – jak twierdzą mądrzy naukowcy, czyli ornitolodzy – w tym pozornie niefrasobliwym spacerze obserwujemy oto właśnie procesy synurbizacji i synantropizacji. To znaczy, że tych słynnych warszawskich nurogęsi nie było tutaj zawsze. 

Nie zawsze lęgły się w Łazienkach i nie od zawsze pokonują swój migracyjny szlak, kończony spektakularnym przejściem przez ruchliwą sześciopasmową Wisłostradę. Nurogęsi pojawiły się tu około 1987. A w tym roku (czyli około 40 lat później) przekonaliśmy się wszyscy, że samo przejście nie jest najbardziej niebezpiecznym momentem tej podróży i że po drodze zdarzają się nurogęsiom i nurogąsiątkom jeszcze groźniejsze przygody, nie zawsze kończące się szczęśliwie (patrz: dramatyczna historia łakomego suma, który połknął mamę nurogęś prowadzącą do Wisły dziesięcioro dzieci), choć często również bardzo wzruszające (patrz: inna mama nurogęś, nazwana Józefiną, która zaadoptowała tych dziesięcioro osieroconych mimo osobistych dziesięciu – bez mrugnięcia okiem). 

Czy to możliwe, że kilkanaście tysięcy lat temu dzisiejsze koty domowe i psy przechodziły podobny proces, który dziś zaczynają współczesne borsuki, sarny czy nurogęsi? Czy za tysiące, miliony lat nurogęś będzie zwierzątkiem domowym? Oto proces synantropizacji warszawskich nurogęsi w początkowej fazie! 

Kiedy zaświtał mi w głowie projekt o nurogęsiach, nie miałam pojęcia, że ich migracyjne szlaki czy też spacery to poważne, zaobserwowane, nazwane przez naukowców procesy. Zakładałam a priori, że nurogęś to hybryda: skrzyżowanie kaczki z gęsią. Na szczęście genialna naukowa myśl wybiła mi to z głowy. Jednak duch hybrydy unosi się nad naszą wizualno-dźwiękową instalacją Nurogęsiopolis. Proces zwany synatropizacją (przystosowywanie się organizmów żywych – zwłaszcza zwierząt i roślin – do życia w środowisku przekształconym przez człowieka, w wyniku którego organizmy synantropijne uczą się funkcjonować w pobliżu ludzi i korzystać z warunków tworzonych przez cywilizację) sam w sobie nasuwa myśl o hybrydzie: może nie tyle gęsi i kaczki (nurogęś to po prostu tracz: tracz nurogęś; ani tak naprawdę kaczka, ani w ogóle nie gęś), ile człowieka i zwierzęcia – tu konkretnie człowieka i ptaka; świata cywilizacji i natury.

Myślenie hybrydowe jest typowe, jak się okazuje, nie tylko dla człowieka, ale i dla natury. Żeby przeżyć, żeby stworzyć coś więcej, żeby sobie poradzić czasem w trudnych warunkach, żeby dać sobie większe szanse na lepsze życie, żeby znaleźć rozwiązanie jakiegoś problemu, często sposobem jest nieoczywiste połączenie: właśnie myślenie czy działanie hybrydowe. Czy nie tak właśnie pomyślały porosty, które osiadły na betonowych kostkach tarasów okalających warszawskie Kino Muranów? „Może tu nam będzie lepiej niż tam, gdzie zazwyczaj”? I w taki właśnie prosty sposób pokolorowały otoczenie na zgniłozielony. Jednym z najbardziej niezwykłych przejawów myślenia hybrydowego jest sztuka i tworzenie. I efekty z niego wynikające. 

Nurogęsiopolis to instalacja hybryda. Powstała na styku wielu pozornie sprzecznych i dalekich od siebie idei, zjawisk, przejawów i na styku różnych osobowości. A dla mnie najważniejsze jest to, że powstała w procesie krzyżowania i łączenia wyobraźni oraz pomysłów twórczych artystów i dzieci. Zobaczycie tu więc niezwykłe figury – postacie, które są jednocześnie człowiekiem i nurogęsią. I jednocześnie nimi nie są. Stanowią po prostu nową jakość. Nowy gatunek. Może to nurogęsioludzie? Może homo merganser

Nurogęsiopolis to nie tylko metafora miasta czy też przestrzeni, w której natura, cywilizacja i homo civilis żyją w zgodzie, z uważnością przystosowując się do siebie nawzajem. To hybryda człowieka i nurogęsi. Metafora połączenia wyobraźni dojrzałego twórcy/twórczyni i wolnej od wszelkich cywilizacyjnych schematów i presji wyobraźni dziecka. Zapraszam do zanurkowania w tym hybrydowym świecie! 

Anna Kierkosz